Widok na okolicę z góry David Gareji widok na stronę gruzińską

Gruzja przez przypadek II

Krótki pobyt w Gruzji umilały nam gruzińskie śpiewy, wino i wspaniali ludzie. Jednym z takich ludzi był wcześniej wspomniany Tariel – gruziński przewodnik i taksówkarz.
Tariel spotkał na nas jednej z tbiliskich ulic. Zapytał się nas czy nie chcemy, żeby nas gdzieś podwiózł lub czy w czymś nam pomóc. To był nasz 2 dzień w mieście. Oczywiście chciałyśmy wszędzie same dotrzeć, wszystko same zobaczyć z pomocą jednego książkowego przewodnika i małych mapek tam schowanych (oczywiście wątpliwej jakości).
Ten starszy człowiek, świetnie mówiący po angielsku zaproponował nam, że powiezie nas tam gdzie będziemy chciały. Za nieduże pieniądze. Zostawił nam swoją wizytówkę z numerem telefonu i stroną internetową. Powiedział, że rozumie, że się go boimy i ze jest obcym facetem, ale na tej stronie możemy zobaczyć wpisy zadowolonych klientów i jego papiery przewodnika licencjonowanego.

Po powrocie do domu zapytałyśmy się Zury (naszego coucha) czy nie ma możliwości, żeby ktoś z jego znajomych podrzucił nas do Upliscyche i Gori. Powiedział, że jasne – jego kolega, który odebrał nas z lotniska. Tylko problem polegał na tym, że kolega nie mówił ani słowa po angielsku czy rosyjsku. I zaproponował dokładnie taką samą kwotę jak Tariel! W tym pojedynku wygrał Tariel. O 7 rano czekał na nas pod McDonaldem blisko naszego domu!

Dla nas pojawił się problem – nas było 5 osób, a on podjechał małym samochodem. Jedna musiała siedzieć na kolanach drugiej. A raczej pomiędzy. Gdyby zatrzymała nas policja mięliśmy mówić, że to matka i córka. Więc przez większość czasu Gosia siedziała skulona między nogami Dagmary. Próbowałyśmy zmieniać osoby rozkładające nogi i kulące się, ale takie rozwiązania nie sprawdzały się. Ja na siedzenie między nogami byłam za długa, a jak miałam się rozkraczać miałam zbyt obcisłe spodnie, Gonia też była za długa. Więc Gosia z racji swoich kompaktowych kształtów idealnie nadawała się między nogi, a Ola z Dagmarą na zmianę rozkładały nogi dla Gosi :)
I w takiej pozycji podróżowałyśmy przez 5 dni.

Najbardziej zapamiętam podróż do David Gareji. Jest to kompleks monastyrów położonych na granicy Gruzji i Azerbejdżanu, założonych w VI wieku!!! O ten piękny kawałek ziemi trwa cały czas spór. Dla Gruzinów jest to ważny teren ze względu historię i kulturę tego miejsca. Dla Azerbejdżanu jest to ważny teren militarny.

Z Tbilisi do David Gajeji jest około 80 kilometrów. Jednak pokonanie tej trasy czasami zajmuje więcej czasu niż się wydaje. Widoki na trasie są przepiękne. Od odległych gór, po niekończące się łąki i opustoszałe wsie, które wyglądają jak porzucone kilka chwil temu, gdzie w piętrowych domach chowana jest trzoda chlewna a w następnych siano. Droga wiedzie polną drogą, która po deszczu staje się mniej dostępna, ciężko omijać 3 metrowe kałuże o nie wiadomo jakiej głębokości.

Oczywiście przed przyjazdem przejrzałyśmy przewodnik, który powiedział nam o historii miejsca i o klasztorze, w którym żyją mnisi. Ale przewodnik nic nie wspominał o wspaniałych grotach…

Gdy podjechaliśmy pod kompleks zastanawiałyśmy się czemu Tariel upierał się, żeby nas tu przywieźć. Ot zwykły mały kompleks z kościołem i zagrodą i kilkoma grotami wykutymi w skale dla mnichów. Zdziwiło nas, że Tariel nie prowadził nas drogą bezpośrednio do Monastyru, ale wąską ścieżką pod górę. Wdrapałyśmy się tam – myślimy no tak pokazał nam wspaniały widok z góry. Ale on nieustannie wchodził wyżej. Okazało się, że ma lepszą kondycję od nas. Część z nas szła daleko w tyle, a widoki z góry były niesamowite. Tariel nie zdradził czemu nas prowadzi tą drogą. Dopiero jak przeskoczyłyśmy na druga stronę góry zaczął opowiadać magiczną i niesamowitą historię tego miejsca. O Davidzie, który przybył w tą obcą i nieprzyjazną krainę. O mnichach, którzy tutaj mieszkali. O podbojach tego miejsca. Każde jego słowo połączone z niesamowitymi widokami tworzyło magiczny obraz tego miejsca. Wszystko wydawało się niesamowite. Dzięki jego słowom czułyśmy się jakbyśmy tam były, gdy to miejsce tętniło życiem. Obraz ten mógł psuć jedynie widok bazy militarnej po strojnie Azerbejdżanu.

Tariel pokazując kolejne groty wykute w skałach opowiadał o ich przeznaczeniu – kuchnia, kościół, spiżarnia, miejsce składowania wody… Pokazywał miejsca po drewnianych belkach podtrzymującymi kolejne piętra (!) konstrukcji. Prowadził nas wąziutką ścieżką na skraju całej góry. W kilku miejscach trzeba było zrobić większy krok nad małym zrywem skalnym. Okazało się, że takie przejście to było zbyt wiele dla Oli. Strach ją sparaliżował. Tariel cierpliwie pomagał Oli zmagać się z kolejnymi przejściami i zasłaniał widok, który dla Oli był zbyt przerażający. Dzięki jego pomocy Ola z uśmiechem na ustach wspomina ten moment.

Tariel dojrzał w części nas sprawne łanie górskie i z częścią nas poszedł w wyższą część monastyru. Przeskakiwanie, przeciskanie się, przytulanie do ścian skalnych, żeby się tam dostać było normą. Cieszyłam się, że wzięłam buty trekkingowe :) A jeszcze bardziej się ucieszyłam, jak zobaczyłam freski naskalne, które pochodziły z okresu powstania monastyru. Nie naruszone przez muzułmanów, którzy „wydrapywali” freskom oczy. Naruszone przez czas i turystów, którzy wydrapywali daty odwiedzin. Najstarsza data jaką znalazłam była z …. 1902 roku!

Niezapomniane przeżycie. Zakochałam się w tym miejscu. Zakochałam się w widokach. W tych wspomnieniach. Historiach opowiadanych przez te groty i freski. Gdy jesteś w takim miejscu praktycznie sama, bez tłumu ludzi i turystów, możesz obcować z „tajemną” atmosferą miejsca. Tak powinna wyglądać podróż, kiedy chcemy naprawdę poznać miejsce i poczuć je całym sobą. Po tamtej wizycie nie dziwię się czemu Gruzini tak pragną mieć to historyczne miejsce w granicach swojego kraju.

Ps. Okazało się, że wiele przewodników nie ma grot w swoich opisach. Kolega, który kilka miesięcy wcześniej był również w Gruzji. Dojechał do David Gareji, zwiedził klasztor a o grotach nic nie słyszał. Jak opowiadałam mu co widziałam i tam przeżyłam nie mógł uwierzyć, że był na wyciągnięcie ręki od niesamowitej przygody i obcowania z historią, tak ważną dla Gruzinów!

Anita Śliwka

 

Jedna myśl nt. „Gruzja przez przypadek II”

Dodaj komentarz