Gruzja na tydzień, część 1

Od czasu kiedy PLL LOT uruchomił stałe połączenie z Tbilisi można łatwo, szybko i tanio polecieć z Polski do stolicy Gruzji. Bilety często są dostępne w ramach promocji LOTu „szalone środy” lub „first minute”. W przypadku tej drugiej, cena biletu w dwie strony w kwietniu 2011 roku wyniosła mnie niecałe 330 PLN. W „szalonej środzie” było to około 550 PLN. Pomimo tak atrakcyjnych cen przelotów obłożenie w samolocie nie przekraczało (na oko) 70%, być może z racji tego, że kwiecień to nie jest szczyt sezonu turystycznego a i również sama Gruzja nie została jeszcze przez Polaków turystycznie odkryta. Zapewne niedługo się to zmieni. Wylot z Warszawy odbył się zgodnie z planem o godzinie 22:20, przylot do Tbilisi (po uwzględnieniu 2 godzinnej zmiany czasu) około 3:30 czasu lokalnego.

Waluta

1 GEL (lari) to około 1,63 PLN w kwietniu 2011 roku

Pogoda w Gruzji w kwietniu

Zdecydowanie zimniej niż w Polsce, pada, wieje, w górach kupę śniegu, lawiny i pozamykane drogi, za to nad morzem w Batumi słońce i ciepło w ciągu dnia. Jednym zdaniem pogoda dość zmienna, letnie ubrania które zabrałem ze sobą w tą podróż zupełnie się nie przydały. Ze względu na pogodę nie jest to też pora roku w której można myśleć o amatorskich wyprawach w góry Kaukazu. W górach mogą schodzić lawiny a drogi są często pozamykane.

Język

Oczywiście najlepiej znać gruziński. Przydaje się angielski, znany głownie przez młodszych Gruzinów, oraz rosyjski, tym językiem posługują się częściej starsze osoby. Z racji powszechnej animozji do Rosjan nie wszyscy chętnie używają języka rosyjskiego, ale przeważnie tylko do momentu wyjaśnienia że nie jest się Rosjaninem tylko Polakiem.

Z Tbilisi do Batumi

Z lotniska do miasta można za 2 lari dostać się kolejką, która odjeżdża z dworca na przeciwko terminala lotniska i dalej metrem (0,50 lari) do samego centrum.  Dworzec kolejki znajduję się jakieś dwieście metrów od wyjścia z terminalu lotniska. Pierwszy pociąg odjeżdża około 6.00 rano, a sam dworzec do tego czasu jest zamknięty, o czym skutecznie się przekonałem pod jego drzwiami. Nie za bardzo mi się chciało wracać nawet ten krótki kawałek ze stacji na terminal lotniska żeby poczekać tych kilka godzin na pociąg, dlatego trochę nieufnie skorzystałem z oferty któregoś z kolei zaczepiającego mnie taksówkarza. Zaoferował kurs do miasta za około 20 lari. Jak się później okazało była to uczciwa cena, za taki kurs płaci się około 15-25 lari. Chciałem się dostać na dworzec autobusowy, skąd będą odjeżdżać busy do Batumi, gdzie miałem dołączyć do znajomych którzy od tygodnia przebywali już w Gruzji. Miałem jechać na dworzec Didube skąd odjeżdżają większość marszrutek (busów) ale taksówkarz wiedział lepiej gdzie mam jechać i wylądowałem gdzieś pod dworcem kolejowym, skąd za godzinę miało  odjeżdżać coś do Batumi. Kierowca busa którym miałem wyjechać smacznie sobie spał w środku pojazdu a mi nie pozostało nic innego jak godzinę poczekać w ciemnościach na zewnątrz. W ciągu godziny nałożyłem na siebie prawie wszystko co miałem z ciepłych ubrań w plecaku, ale niestety ani to, ani gorąca herbata sprzedawana z termosów przez krążące po okolicy „babuszki” nie pomogły pokonać chłodu. Około godziny 5 rano gość się obudził i zaprosił mnie do środka, ale niestety stoimy dalej. Miejscowi koledzy kierowcy pojawiają się znikąd by posiedzieć chwilę w samochodzie i zapalić papierosa, przecież na zewnątrz zimno i strasznie wieje. Chwalą się ile to który może wypić wina przez wieczór i pytają o moje możliwości, padają liczby 3-5 litrów, w co nie bardzo wierzę. W dalszej części podróży przekonałem się że było to jednak całkiem możliwe. Nie dlatego że mają tak mocne głowy, tylko dlatego że gruzińskie wino stołowe, często sprzedawane na dzbanki, jest dość słabe. Powoli wszystkie miejsca się zapełniają i po godzinie 6 wyruszamy z wietrznego Tbilisi w kierunku Kutasi, gdzie mam się przesiąść w kolejnego busa do Batumi. Zgarniamy po drodze kolejnych pasażerów i na rogatkach miasta ciężko już upakować w samochodzie kogoś więcej. Po drodze w górach zaczyna padać śnieg, im wyżej tym więcej. Policja zamyka wjazd drogi dla ciężarówek, auta z napędem na 4 koła powoli toczą się po krętych drogach. Kierowca busa jakby nie zauważył zmiany warunków pogodowych i szybko wyprzedza maruderów, na zakrętach, trochę w poślizgu i bokiem. Dla animuszu odpala tylko sobie co chwilę kolejnego papierosa. Na twarzach współpasażerów widzę lekkie przerażenie, więc i mi rośnie poziom adrenaliny przez co znika senność po nie przespanej nocy. Kierowca zwalnia dopiero za jadącym przed nami radiowozem policji, nie chcąc pewnie ryzykować mandatu za niedozwolone wyprzedzanie. Zjeżdżamy z gór i śnieżyca zamienia się w totalną ulewę. W strugach deszczu przesiadam się w Kutasi w kolejnego busa by koło południa wysiąść w Batumi gdzie wita mnie piękne słońce.

Batumi

Batumi leży na wybrzeżu Morza Czarnego nieopodal granicy z Turcją i jest stolicą Autonomicznej Republiki Adżarii. Miasto liczy około 120 tyś mieszkańców i jest kojarzone przez Polaków głównie dzięki piosence Filipinek traktującej o okolicznych herbacianych wzgórzach. Ponoć kiedyś rzeczywiście jakiś chińczyk próbował tutaj uprawiać herbatę, obecnie zostały tylko wzgórza, herbaty nie widziałem. W mieście znajduje się lotnisko i port morski. Batumi jest znanym morskim kurortem wypoczynkowym, jest zadbane i przyciąga wielu turystów. Dość powszechna jest tu turystyka hazardowa uprawiana przez Turków. Ponieważ hazard w Turcji jest zakazany, a że w Gruzji to już Allach nie widzi, można sobie pograć do woli.

W Batumi dołączyłem do znajomych którzy byli już w Gruzji od tygodnia i kolejne dwa dni spędzamy w mieście i jego okolicach. W dzień kręcimy się po uliczkach centrum, wieczorami doświadczamy Gruzińskiej Gościnności, a jeszcze później w nocy kończymy piwem w klimatycznym pubie Vinyl.

Dodaj komentarz